Sztuczka z zerem

Jak Google AdSense, to i section targeting. Koniecznie

Off 10
Jak Google AdSense, to i section targeting. Koniecznie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jak Google AdSense, to i section targeting. Koniecznie

Wyświetlasz na swoich stronach reklamy Google AdSense, ale nikt w nie nie klika i na koncie wciąż nic? Specjalnie mnie to nie dziwi, ale niezależnie od tego: czy używasz tzw. section targetingu? Nie? A warto.
Strzała wbita w tarczę, przebija plik banknotów

Fot. PhotoXpress.com

Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem zwolennikiem reklam bannerowych, w tym także Google AdSense. Powodów jest wiele, nie czas się teraz o nich rozpisywać, najważniejszy jest chyba ten, że trudno mi się pogodzić ze współodpowiedzialnością wydawcy za dopasowanie i formę reklamy – tęsknię za czasami, gdy reklama flat fee była w Sieci normalnie wynagradzana, a nie groszami, jak teraz. Nie ma więc AdSense w InterJAK-u i chyba długo nie będzie, ale blogów mam więcej, a wśród nich i takie, gdzie te reklamy wyświetlam.

A że, jak przystało na internautę nie najmłodszego, uczę siępowoli i z opóźnieniem, dopiero niedawno temu dowiedziałem się o tzw. section targetingu. Zastosowałem go i muszę powiedzieć, że efekty okazały się miłym zaskoczeniem: centy jęły wpadać na moje konto. O co w tym wszystkim chodzi?

Jednym z istotniejszych czynników efektywności reklamy jest jej dopasowanie do treści witryny, a w blogu wielotematycznym nawet do treści pojedynczego wpisu. Nie ma co liczyć na kliknięcia, jeśli np. w tekście o technikach pozycjonowania stron wyświetli się reklama biura podróży albo sklepu z bielizną. Trzeba więc wyraźnie określić, o czym jest na danej stronie mowa. Nie jest to jednak takie proste. Jeśli się rozejrzeć chociażby po tej właśnie notce w blogu InterJAK: to tutaj jest tekstem o Google AdSense i section targetingu, ale już poniżej będą – mniej lub bardziej – powiązane wpisy oraz, być może, mniej lub bardziej dotyczące tego tematu komentarze. Co gorsza, po prawej jest sidebar, a w nim rozmaite inne, ba, zmieniające się co jakiś czas treści. Człowiek by zwariował, robot też może „zgłupieć”. Można mu więc pomóc. Jak?

Należy mu wskazać fragmenty witryny, w którym znajduje się konkretna treść, mająca być punktem odniesienia dla reklamy. Robi się to przy pomocy kodu:

<!– google_ad_section_start –>
(pod tą linią umieszczamy zasadniczą treść, w przypadku tej notki byłby to tytuł notki. A po ostatnim słowie notki druga, kończąca linia:)
<!– google_ad_section_end –>

Może też być i tak, że w jakimś miejscu chcemy powiedzieć robotowi Google: „tego nie bierz pod uwagę”. Służy do tego kod:

<!– google_ad_section_start(weight=ignore) –>
(pierwsza linia oznacza początek sekcji strony, którą robot ma ignorować, druga ją kończy)
<!– google_ad_section_end –>

W zależności od tego, jakiego narzędzia używamy do tworzenia naszej witryny, można te kody wstawiać ręcznie lub – tu chwała WordPressowi – wstawić do szablonu i mieć problem z głowy raz na zawsze.

Przy całym moim sceptycyzmie wobec Google AdSense: w paru moich blogach to naprawdę działa. Na rezultaty zmiany trzeba było poczekać około tygodnia, ale potem zaczęły być coraz wyraźniej widoczne. Mam więc nadzieję, że zanim dobrnę do emerytury oraz do stanu zdrowia i ducha, w którym trzęsące się i poskręcane artretyzmem starcze paluchy nie będą już w stanie trafiać w klawisze, zdążę uzbierać te 70 euro, a może nawet je dostać.

Na laskę (taką do podpierania się) chyba wystarczy?

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Zemsta internautów, czyli: jak oszukiwać programy partnerskie

    Zemsta internautów, czyli: jak oszukiwać programy partnerskie Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że programy partnerskie to bardzo często zwyczajne oszustwo. Organizatorzy zapewniają sobie zyski, wykorzystując naiwnych internautów do darmowej reklamy produktów i usług. Niezliczone tysiące wirtualnych, darmowych słupów ogłoszeniowych ociekają reklamą, za którą ich właściciele nigdy nie dostaną ani grosza. Ale akcja budzi reakcję: internauci…

  • AAAAA szukam firmy, co mnie pozwie

    AAAAA szukam firmy, co mnie pozwie Biorąc pod uwagę sławę, jaką zyskał vloger, dworujący sobie z mielonego mięsa, postanowiłem uczyć się od najlepszych i też trafić na czołówki gazet. O ile jednak w przypadku piewcy niekorporacyjnego tatara, skarżąca firma poniosła (tak twierdzą niektórzy) straty wizerunkowe, ja proponuję układ wini-win. Firma, która złoży przeciwko mnie pozew…