Nie jestem „fashion”

Hejter, hipster, nerd – czyli: owczy pęd w Internecie

Off 11
Hejter, hipster, nerd – czyli: owczy pęd w Internecie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Hejter, hipster, nerd – czyli: owczy pęd w Internecie

Trzy słowa, które zrobiły w Internecie nie mniejszą karierę niż TVN-owskie „tak naprawdę” w całej polszczyznie. I identycznie tę polszczyznę zaśmiecają, nadużywane ponad wszelką miarę. Trzy słowa, których znaczenie nie jest nawet jasne dla wszystkich, ale które niemalże przez wszystkich są (nad)używane.

hater, hipster, nerd
1. Hater lub hejter

Jeszcze nie tak dawno był po prostu trollem, którego nie należało karmić. Wredny osobnik, ukryty pod jakimś nickiem, często posiadający ich wiele i udzielający się na forach tudzież blogach po to tylko, żeby drażnić, obrażać, skłócać i świetnie bawić się efektem swojej nienawistnej pisaniny. A dziś?

Dziś słowo „hejter” staje się …alibi dla bylejakości. Hejterowi przypisano bowiem motywację w postaci zazdrości dla cudzych osiągnięć i dokonań. W rezultacie niemal każdą krytykę można spacyfikować, odpowiadając krytykowi, że się czepia, bo jest hejterem. Definicja ulega stopniowemu rozszerzaniu: spotkałem się np. z opinią blogera, który uważa, że hejtem jest nawet zwrócenie uwagi na błędy gramatyczne lub ortograficzne w tekście. Naprawdę niewiele brakuje, by stała się nim każda opinia odbiegająca od „jedynie słusznej”. Nic więc dziwnego, że hejter to dziś ulubione pojęcie chociażby wielu najpopularniejszych, co wcale nie znaczy, że najlepszych blogerów: zgromadzone przez nich społeczności skutecznie eliminują wszelką krytykę jako hejt właśnie. Dzięki temu nasi bohaterowie mogą pisać bzdury wołające o pomstę do nieba i robić dowolne błędy – ale przed zdemaskowaniem uchroni ich tajemniczy hejter, bo tym haniebnym mianem zostanie nazwany każdy, kto ośmieli się pokazać, że król jest nagi…
2. Hipster

Tego słowa szczególnie nie lubię. Brzmieniowo kojarzy mi się z „hippisem”, ale w odróżnieniu od tego ostatniego słowa dotyczy subkultury miernot. Ale choć łatwiej chyba spotkać yeti niż autentycznego hipstera, słowo to zrobiło błyskawiczną karierę na forach i w blogach. Szczególnie przymiotnik „hipsterski” pojawia się z niezwykłą częstotliwością i oznacza właściwie wszystko, co ma jakikolwiek klimat lub jest choćby poprzez jakiś drobiazg inne niż reszta. Hipsterskie są więc kawiarnie, sklepy, okulary, elementy stroju, diabli wiedzą, co jeszcze.

Spotkałem się nawet z określeniem „hipsteria”, mającym oznaczać sprzeciw wobec generalizacji. Można nawet „hipsteryzować”. Bez względu jednak na to, czy ktoś mnie nazwie hejterem (patrz wyżej) – słowa tego nie cierpię.
3. Nerd

Musiałem się swego czasu posiłkować Wikipedią, by pojąć, co miał na myśli „poeta”, używający tego werbalnego nowotworu. Jeszcze do niedawna internautom wystarczał „geek”, dziś trzeba się zastanawiać, czy X to jeszcze geek, czy już może nerd, bo mniej uspołeczniony. Nie dalej jak dziś przeczytałem w pewnym blogu określenie „nerdownia” – chodziło w nim o zwiedzających wystawę starego sprzętu komputerowego.

No i cóż napisać w podsumowaniu? Chyba tylko tyle, że nie są to słowa polskie, nie są to słowa piękne – i może właśnie dlatego żadna siła ich już z polszczyzny, zwłaszcza internetowej, nie wymiecie. Bezsensem byłoby więc apelować do Czytelników InterJAK-a, by tych słów nie używali. Ale pozwólcie, że zaapeluję chociaż o jedno: nie nadużywajcie…

About the author / 

admin

Menu:

Losowe artykuły:

  • Promuj notkę, promuj!

    Promuj notkę, promuj! Czas na kilka słów o tym, jak w prosty sposób zwiększyć liczbę odwiedzin we własnym blogu. Nie należę, co prawda, do ludzi lubiących rankingi, ale rywalizacja ma czasem pozytywne skutki uboczne, niezależne od wyniku. Warto zatem skorzystać i zyskać nowych, być może z czasem wiernych czytelników, zabiegając o głosy. Screenshot serwisu liiil.pl…

  • Gravatar – zmora i podpora. Warto mieć, nie zawsze warto wyświetlać

    Gravatar – zmora i podpora. Warto mieć, nie zawsze warto wyświetlać Czytelnicy InterJAK-a wiedzą, że nie wyświetlają się tu gravatary. Zdecydowałem tak, analizując prędkość ładowania strony i obciążenia CPU. Nie znaczy to jednak, że takiego obrazka nie warto mieć: przeciwnie, gravatar bywa czasem bardzo przydatny. Twoja strona nie zarabia? A co powiesz na kilkaset złotych…